W związku z licznymi (licznymi, bo się nie spodziewałem takiego odezwu) głosami dot. poprzedniego wpisu, postanowiłem napisać notkę “ujednolicającą”.
Napisałem ogólnie, o wszystkich, ale cóż, należy rozdzielić. “Żule” spod sklepu - ci, którzy chcą pieniądze tylko na alk. bo nic poza nim nie widzą a ludzie pijący, ale pracujący są w końcu dwoma innymi grupami. Każda grupa kieruje się swoimi zasadami, tak samo i te. Przyczyny, dla których ci ludzie żyją tak a nie inaczej, są bardzo różne. Mogą nimi być utrata pracy, jakieś tragiczne wydarzenie czy zwykła chęć takiego życia. Nie da się więc powiedzieć co na pewno zadziała i zmniejszy choćby w 50% taki problem. Są jednak ludzie, którzy mimo nałogu pracują, nie dają się i próbują dać sobie radę. Niejednokrotnie mają oni dużo więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia niż niejeden człowiek po studiach (a wiadomo - studia to ciekawy okres…;) ). Fakt faktem, że wolę kupić coś do jedzenia komuś, kto mnie o to poprosi, niż dać komuś na piwo. W samym piciu ludzie widzą różne cele - oderwanie się od rzeczywistości, przyjemność, ale i potrzebę, pewien przymus.
Pojawiło się pytanie, co prawda nie bezpośrednio, czemu wszyscy razem. Odpowiedź jest prosta - łączy ich jedynie nałóg, nic więcej. Każda grupa jest specyficzna. Pojawił się głos o obrzydzeniu, z jakim napisałem poprzedni wpis. Nic takiego nie miało miejsca - moim zamysłem nie było pisanie z pogardą, obrzydzeniem czy czymkolwiek innym. Napisałem jedynie ogólnie co sądzę. Wiem, że nie każdy ma łatwo w życiu, przekonałem się nie raz. Rozumiem takich ludzi. Jestem w pewien sposób rozdarty - rozumiem ich, ale jednocześnie chciałbym by się nie dawali nałogowi. Życie pełne jest sprzeczności… Nie mniej, zawsze staram się, mimo wewnętrznego “czegoś”, nie oceniać ludzi po wyglądzie czy tym czym się zajmują/co robią, ale patrzę na nich przez pryzmat tego, co i jak mówią.
Już na sam koniec, krótkie podsumowanie. Pisałem tamten tekst bez jakiegokolwiek wyszczególniania. Nie miałem zamiaru pisać z obrzydzeniem czy pogardą, jak już, to z dystansem. Literówki się zdarzają, bo czasem umknie jakiś polski znaczek. Z błędami staram się walczyć i robić ich jak najmniej, ale nie zawsze wychodzi…
